A
A
A
szukaj
wersje językowe Polski English
Wydarzenia
26 04 2004 Koniec gargameli Domy o dziwacznych kształtach, oblepione dekoracjami z nieodłączną wieżyczką są w zaniku. Dominuje to, co zawsze stanowiło o sile warszawskiego środowiska projektantów - modernizm. Formy budynków są proste, racjonalne, a radość z ich oglądania płynie z harmonijnych proporcji i podziałów brył oraz zestawiania materiałów i faktur: kamienia, szkła, tynku, drewna z metalem. Fajerwerków, które mieliśmy w Warszawie w połowie lat 90., brak. Drugi raz na wystawie zobaczymy model Rondo 1 - drapacza chmur, którego projekt powstał w londyńskiej filii amerykańskiego biura SOM (Skidmore, Owings & Merrill). Ta pracownia zasłynęła m.in. budową Sears Tower w Chicago (450 m, 1974 r.). Konstrukcja Rondo 1 już wychodzi z ziemi w samym sercu Warszawy. To jedyny prawdziwy wysokościowiec realizowany teraz w Polsce - tak wielki (194 m z masztem antenowym), tak drogi (ok. 200 mln euro), tak znanej pracowni. Jego modernistyczna forma o zaokrąglonym narożniku z giętego szkła będzie mieć elewacje z transparentnego szkła, by z ulicy obserwować życie kolosa. Michał Borowski, naczelny architekt Warszawy, wielokrotnie powtarzał: "Wieże psują miasto". Zaleca niską zabudowę, która tworzy przyjazne do życia środowisko. Kładzie nacisk na tworzenie przestrzeni publicznych - placów i ulic o ludzkiej skali, co zobaczymy na wystawie w ideach zagospodarowania centrum wokół Pałacu Kultury. W Warszawie powstaje teraz mało gmachów publicznych. Tylko pomarzyć można o tak nowatorskich obiektach jak Biblioteka Uniwersytecka (1999 r., zespołu Zbigniewa Badowskiego i Marka Budzyńskiego) z widokiem na Wisłę z ogrodów na dachu. Co prawda postępuje realizacja Muzeum Powstania Warszawskiego, którego aranżacje wnętrz i ekspozycje mają być bardzo nowoczesne, ale to adaptacja elektrowni tramwajowej przy ul. Przyokopowej z początku XX wieku. Otwarcie obiektu - 1 sierpnia, w 60. rocznicę wybuchu Powstania. Projekt jest dziełem krakowskiego modernisty Wojciecha Obtułowicza z zespołem. Wojna pokoleń Zwycięstwo krakowskiej pracowni w konkursie na Muzeum Powstania pokazuje, że nikt nie ma monopolu na dobrą architekturę. Znakomite realizacje powstają w zaskakujących miejscach, np. w Opolu, gdzie w oceanie kolorowego kiczu natykamy się na małe arcydzieło ze szkła i żelbetu. To biblioteka Caritasu przy Szpitalnej wciśnięta między staromiejskie kamienice (Małgorzata i Antoni Domiczowie, 1998-2001). Żelbetowa partia fasady wychyla się z pierzei ulicy jak książka lekko wysunięta z półki. Budynek nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem konserwatywnego środowiska. Tak samo było 70 lat temu, gdy w centrum Opola stanął ogromny gmach rejencji. Dziś uważany za najlepsze dzieło XX wieku w mieście oburzał współczesnych swą minimalistyczną formą. Przykładem miasta, w którym trwa bunt młodych, jest Wrocław. Przez dwie dekady prym wiedli w nim postmoderniści. Realizacje Wojciecha Jarząbka szokowały ostrymi barwami i zaskakującym detalem. Za przykłady postmodernistycznego rozpasania uznać można dom towarowy Solpol w kolorystyce owocowych jogurtów (proj. Wojciech Jarząbek, 1991-93) czy wielokondygnacyjny biurowiec-garaż przy ul. Ofiar Oświęcimskich z żelbetową wieżą w formie kryształu (proj. Stefan Mueller). Żaden z tych budynków nie dorówna manierystycznej przewrotności biurowca przy Kiełbaśniczej (proj. Archicom). Masywne kamienne portale i obramienia okien wbrew logice i prawom grawitacji przyklejono do ścian ze szkła. Dla pokolenia młodych wrocławskich architektów ów "kontrreformacyjny" blichtr jest nie do przyjęcia. Uciekają w minimalizm. Zwracają się ku tradycji europejskiego modernizmu i wrocławskich awangardzistów lat 20. XX w. Takim budynkiem harmonijnie wkomponowanym w przestrzeń Starego Miasta i barokowego Uniwersytetu jest nowy gmach Wydziału Prawa o ogromnej szklanej ścianie narożnika (Maćków Pracownia Projektowa). Świadkiem niezwykłych zjawisk jesteśmy dziś też na Górnym Śląsku. I tu trwa moda na neomodernizm, a w takich miejscach jak Zabrze architekci wyraźnie odwołują się do niemieckiej architektury lat 20., tworząc przy tym dzieła całkiem współczesne (gmach ZUS przy ul. Szczęść Boże, autorzy Andrzej Duda i Henryk Zubel, 1994-97). Nie brak jednak realizacji niezwykłych - jak dom mieszkalny zawieszony wysoko nad ziemią, na ponurej żelbetowej konstrukcji lampiarni nieczynnej kopalni w Bytomiu (arch. Przemko Łukasik, 2002-03). Minimalistyczna kostka wisi w przemysłowym krajobrazie Ślaska, stanowiąc zaskakujący pomysł na rewitalizację zdegradowanej przestrzeni. Romantycy i racjonaliści W krakowskich pracowniach Obtułowicza, DDJM, Loeglera też pracują zdeklarowani moderniści. Ale w Krakowie nie brakuje pseudohistorycznych pastiszów zaśmiecających centrum miasta. Romuald Loegler jest romantykiem modernizmu. Tworzy dzieła ze szkła i betonu będące na pograniczu architektury i rzeźby. Takie są m.in. dom pogrzebowy cmentarza w Batowicach (1993-98) czy budynki wychowania fizycznego Akademii Ekonomicznej przy ul. Lubomirskiego w Krakowie o dachu zwiniętym niczym rolada (1996-98). Zupełnie inny temperament artystyczny cechuje pracownię DDJM. Architekci nigdy nie zapominają o tradycji modernizmu, wiedeńskiej secesji czy holenderskiego de Stijlu. Najciekawsza, niekomercyjna realizacja tej pracowni dopiero jest wykańczana. To muzeum w Bełżcu na Lubelszczyźnie stanowiące fragment założenia pomnikowego w miejscu hitlerowskiego obozu zagłady. Długa żelbetowa budowla bez okien znika w terenie. Żelbetowe ściany budzą skojarzenia z bydlęcymi wagonami. Przejmuje wnętrze z ciemną salą pustki. Postmodernizm zamiera. Wracają racjonalne pudełka. Do nowego modernizmu, betonu, szkła, drewna i wysoko zaawansowanych technologii należy początek XXI wieku. Doskonale to widać na otwierającej się jutro wystawie "Plany na przyszłość". DARIUSZ BARTOSZEWICZ, JERZY S. MAJEWSKI
data publikacji 29 03 2005 powrót do Archiwum >
close