A
A
A
szukaj
wersje językowe Polski English
Wydarzenia
29 07 2000 Ile jeszcze lat Miało być pięknie: nowoczesny biurowiec projektu Konrada Kuczy-Kuczyńskiego i Andrzeja Miklaszewskiego ze szklanymi elewacjami, wyrastający z ocalałych fragmentów murów dawnego Banku Polskiego przy Bielańskiej 10. Na parterze i w podziemiach - Muzeum Powstania Warszawskiego, na piętrach - siedziby firm. Niestety, władze Warszawy cztery lata temu źle wybrały partnera. Do budowy gmachu zobowiązały nieznaną spółkę Reduta, której jedynym atutem było to, że miała w wieczystym użytkowaniu działkę z ostatnią powstańczą redutą. W efekcie zamiast rozłożystego biurowca wyrósł dziwny budynek, zajmujący zaledwie nieduży fragment działki. Do dziś obiekt nie jest gotowy, a wojewoda nie potrafi zmusić spółki do zakończenia inwestycji. Niskie stropy, wąskie drzwi To, co już zbudowano, budzi poważne zastrzeżenia. Zarzuty stawiane budowli przez kombatantów i przyszłych użytkowników potwierdziła komisja zwołana przez wojewódzkiego konserwatora zabytków. Gmach ma tylko jedną ewakuacyjną klatkę schodową, z której w dodatku nie ma wyjścia na zewnątrz i trzeba będzie przechodzić przez cały parter. Odpowiednio wysoka (6 m) jest tylko sala na parterze. Pomieszczenia na piętrach mają zaledwie po 2,8 m wysokości. - Nie nadają się ani do celów ekspozycyjnych, ani na pracownie naukowe - twierdzi Izabella Maliszewska, kierownik Muzeum Powstania Warszawskiego. Węzeł sanitarny zlokalizowano tylko w piwnicy i na najwyższym piętrze. Oznacza to, że większość kondygnacji pozbawiona będzie toalet. Nie przewidziano ani jednego szerokiego wejścia do gmachu. - Większe eksponaty, np. pojazdy, nie zmieszczą się przez wąskie drzwi od ul. Daniłowiczowskiej - skarży się Izabella Maliszewska. Muzeum nie będzie miało również ani skrawka terenu wokół swojej siedziby. Granice należącego do niego gruntu pokrywają się z obrysem budowanego gmachu. - Ten budynek nie spełnia naszych oczekiwań. Chcemy, by był żywym ośrodkiem muzealnym, a nie martwą izbą pamięci - podkreśla Bronisław Troński, wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich. Zawiedzione nadzieje Muzeum Powstania Warszawskiego istnieje od 17 lat. Przez ten czas zgromadziło blisko 9 tys. eksponatów. Zajmuje dwa ciasne pokoiki i trzy małe magazyny w Muzeum Historycznym m.st. Warszawy (którego jest oddziałem) przy Rynku Starego Miasta. Starania o osobną siedzibę rozpoczęły się już na początku lat 80. Powstał wtedy Społeczny Komitet Budowy Muzeum Powstania Warszawskiego. Zorganizowano wielką zbiórkę eksponatów. W 1982 r. przekazano je Muzeum Historycznemu m.st. Warszawy. Pamiątki zaprezentowano już na kilku wystawach. Ekspozycja urządzona w 50. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego zdobyła nawet miano Wydarzenia Muzealnego Roku. Tymczasem władze Warszawy obiecały powstańcom budowę muzeum na ostatniej zachowanej powstańczej reducie - resztkach Banku Polskiego przy ul. Bielańskiej. Zrujnowany bank zajmował wówczas Zakład Lamp Profesjonalnych. W 1993 r. firma uwłaszczyła się na nieruchomości, po czym sprzedała ją spółce Reduta. Nadzieje na muzeum wzrosły, bo spółka obiecała postawienie jego siedziby w stanie surowym do grudnia 1999 r., w zamian za akt notarialny własności gruntu (na razie była tylko użytkownikiem wieczystym). Lecz przez kilka lat na placu budowy nic się nie działo. Rozeszło się za to 80 mld starych złotych, które na budowę przeznaczyła rada gminy Śródmieście. Z czasem zmieniła się też koncepcja muzeum. Reduta zrezygnowała ze stawiania biurowca. Namówiła powstańców i Muzeum Historyczne do zgody na inną lokalizację i nowy obiekt - projektu Michała Borowskiego - zbudowany tylko na części fundamentów Banku Polskiego. Dzięki temu inwestycja miała być szybciej zrealizowana. Budowa ruszyła wreszcie na jesieni ub.r. Reduta obiecywała, że muzeum będzie gotowe w stanie surowym do końca grudnia. Terminu jednak nie dotrzymała. Wojewoda mazowiecki zażądał od spółki zapłacenia kary w wysokości 2 mln zł. Pieniędzy nie otrzymał do dziś. W czerwcu powołał za to trzyosobową komisję, która będzie domagała się od Reduty realizacji zobowiązań. - Według wojewody to, co powstało przy Bielańskiej, to samowola budowlana. Antoni Pietkiewicz gotów jest jednak renegocjować umowę i odstąpić od kary w zamian za przekazanie inwestycji - informuje członek komisji Andrzej Hagmajer, dyrektor wydziału kultury starostwa warszawskiego. - Liczymy, że wojewoda wymusi na spółce zmianę celów i dostosowanie budynku do potrzeb muzealnych. Jeszcze nie jest za późno - mówi Izabella Maliszewska. Brylant na Bielańskiej Rozmowa z Antonim Feldonem, prezesem firmy Reduta: Małgorzata Zubik: Co Pan powie powstańcom, którzy czekają na muzeum? Antoni Feldon: Trzeba ich wysłać do wojewody. Po co? - Myśmy muzeum zbudowali. Przecież ja go nie będę urządzał. Wojewoda mówi, że jest gotów sfinansować wykończenie muzeum. Czym Pan się martwi? - Mam podstawy, żeby się martwić. Wojewoda nie jest z Warszawy, nie zna tematu. Mam całą teczkę listów, które do niego wysłałem. Nie odpowiada. Wojewoda twierdzi, że to Pan zmienia warunki umowy, terminy. Teraz okazało się, że budynek nie spełnia wymogów nowoczesnego muzeum. - Jesteśmy jedyną firmą prywatną, która wydała pieniądze na budowę muzeum. Chcemy coś dać za darmo. Jak pani dostanie na imieniny serwis, to chyba nie będzie pani marudzić, że jest zielony. W każdej chwili jesteśmy gotowi oddać muzeum, ale chcę uniknąć sytuacji, że my oddamy, a oni wynajmą na biura. Ile Reduta wydała na muzeum? - Nie powiem, ile wydaliśmy. Budynek jest wart 12 mln zł. Pana zdaniem muzeum zbudowano jak należy? - To brylant. Jesteśmy gotowi wykończyć budynek, ale nawet nie ma projektu, jak to zrobić. Jestem zły, rozgoryczony. Nikt mnie więcej nie namówi na takie patriotyczne przedsięwzięcia. DLA GAZETY ANTONI PIETKIEWICZ wojewoda mazowiecki Na spotkaniu pana Feldona z przedstawicielami Muzeum Historycznego, powiatu, Związku Powstańców Warszawy każdy zgłosił uwagi do budynku, my również. Miały być realizowane. Mamy jednak do czynienia z pewną hochsztaplerką. Gdy zaakceptowano nowy projekt, natychmiast zmieniono terminy. Namawiałem powstańców, by wzięli to, co jest, a będziemy to wykańczać. Zgodę musi jednak dać pan Feldon. DANUTA GAŁKOWA odznaczona za udział w Powstaniu Warszawskim Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari I jedna, i druga strona przez wiele lat prowadziły działania pozorowane. Dla mnie sprawa jest prosta - chcieć to móc. Nie znam się na architekturze i na urządzaniu muzeum. Jeśli jednak jest budynek, są mury, można przecież jakieś poprawki wykonać. Wystarczy tylko, żeby pan wojewoda spotkał się z panem Feldonem i wyjaśnili sobie, jakie mają wobec siebie zarzuty. NOT. MAŁ Kalendarium budowy 1981 - zawiązuje się Społeczny Komitet Budowy Muzeum Powstania Warszawskiego; 1983 - decyzja prezydenta Warszawy o utworzeniu muzeum; 1986 - konkurs na jego projekt wygrywają Konrad Kucza-Kuczyński, Andrzej Miklaszewski i Zbigniew Pawłowski; 1992 - Zakład Lamp Profesjonalnych dostaje w użytkowanie wieczyste działkę z resztkami Banku Polskiego; 1993 - działkę kupuje Reduta; 1994 - wmurowanie kamienia węgielnego pod budowę muzeum; 1996 - prezes Reduty zobowiązuje się zbudować kompleks biurowo-bankowy z siedzibą muzeum w zamian za akt własności terenu przy Bielańskiej; 1999 - inwestor zmienia projektanta (zostaje nim Michał Borowski); zaczyna się budowa wg nowego projektu - muzeum ma być osobnym budynkiem; 2000 - okazuje się, że obiekt nie spełnia wymogów nowoczesnego muzeum. [podpis pod fot./rys.] Tak ruiny Banku Polskiego wyglądały przed rozpoczęciem budowy muzeum... ...tak miały wyglądać po jej zakończeniu... ...a tak wyglądają dziś WAW
data publikacji 29 03 2005 powrót do Archiwum >
close